14 pytań do autora

14 pytań do autora: Daria Skiba

1 maja 2021
14 pytań do autora: Daria Skiba

Daria Skiba jest autorką kilku powieści oraz opowiadań. Wychowała się w Stroniu Śląskim, niewielkim mieście położonym w Kotlinie Kłodzkiej, w pobliżu Gór Złotych, Gór Bialskich, Masywu Śnieżnika oraz Krowiarek. Jest absolwentką Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Obecnie mieszka w Irlandii, gdzie wychowuje wspaniałą córeczkę, pracuje, a w wolnych chwilach czyta książki i tworzy własne historie. 11 maja ukaże się kolejna powieść Darii – Pokaż mi swój świat – do której przeczytania gorąco zachęcam! Nie tylko jako bloger, ale i jako zwykły czytelnik. Dziś natomiast zapraszam do zapoznania się z odpowiedziami autorki na pytania, których zgodnie z nazwą cyklu zadałam dokładnie 14. 😉 

„Pokaż mi swój świat” to Twoja czwarta samodzielna powieść, a jednocześnie ósmy z kolei wydany tekst. Jak się czujesz na myśl, ile do tej pory udało Ci się osiągnąć? Bo to przecież ogromny sukces.

Sama jeszcze nie wierzę, że mam już tyle historii na swoim koncie. Ci, co śledzą moje literackie postępy, wiedzą, że miałam dość długą przerwę w wydawaniu, więc czuję się trochę tak, jakbym debiutowała na nowo. Chociaż właściwie z każdym wydawanym tekstem pojawia się stres i obawa, jak zostanie odebrany przez czytelników. Ja jednak w swoją najnowszą powieść mocno wierzę i czuję, że wróciłam do tego na dobre.

Nie tylko Ty. Myślę, że wielu czytelników cieszy się z tego powrotu. A jest to powrót w dobrym stylu! Zdradzisz nam, skąd pomysł na fabułę Twojej najnowszej powieści? Czy miałaś na studiach podobne zadanie do wykonania w ramach zaliczenia przedmiotu?

Bardzo się cieszę! Nie, moje studia zdecydowanie nie szły w tym kierunku. Mogłam co najwyżej kontrolować wpływ spożycia wybranych produktów na jakość życia w dzisiejszym świecie (śmiech). A tak całkiem poważnie – pierwszy plan na fabułę powieści był zupełnie inny, niż ostatecznie wyszedł. Nawet roboczy tytuł brzmiał „Obserwatorka”. Dlaczego? Ponieważ główna bohaterka miała obserwować ludzi. Podglądać ich w kawiarni czy na spacerze, zaglądać im w okna. Oczywiście nie tak perfidnie! Miała też poznać kogoś z pewnym problemem, innym niż ten opisany w ostatecznej wersji powieści. Z pierwszego zamysłu nie pozostało zbyt wiele poza motywem obserwacji. Bo przecież Justyna w taki właśnie sposób poznaje świat innych osób.

Podejrzewam, że Ty też lubisz obserwować świat i ludzi. Wyobrażam sobie, jak siedzisz przyczajona w kawiarni, z twarzą schowaną za książką, podsłuchując i podglądając ukradkiem klientów siedzących w pobliżu. Ale mogę się mylić! Więc opowiedz, jak to jest – skąd czerpiesz inspirację, skąd biorą się pomysły na kolejne powieści? Czy Twoi bohaterowie mają swoje pierwowzory w realnym świecie?

Hihi, wyobraziłam sobie siebie podglądającą ludzi znad książki! Fakt, lubię przypatrywać się innym, ale nie w taki sposób. Uwielbiam obserwować zachowania i sposób bycia ludzi, ale jest to raczej długotrwały proces, podobnie jak w przypadku Justyny z powieści. Uwielbiam też wieczorami spoglądać w okna domów, w których jest zapalone światło. Szczególnie tutaj, w Irlandii, w okresie Bożego Narodzenia, gdy w salonach dumnie prezentują się przystrojone choinki, a przy kominkach wiszą czerwone skarpety. Inspirację czerpię z życia, z własnych wyobrażeń. Uwielbiam włączać muzykę, zamykać oczy i fantazjować o tym, co by było, gdyby… Ostatnio pewien motyw na nową historię wpadł mi podczas spaceru z córeczką, kiedy pomyślałam… To zachowam dla siebie! 😉 

Muzyka odgrywa chyba ważną rolę w Twoim życiu, zarówno pisarskim, jak i prywatnym. Zgadza się? Do jakich utworów lubisz często powracać? Masz swoich ulubionych wykonawców czy stawiasz na różnorodność?

Tak, nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki, podobnie jak nie wyobrażam sobie bez niej pisania. A co za tym idzie – wrzucania do swoich historii ulubionych utworów lub tych, które akompaniowały mi podczas tworzenia danych scen. Zazwyczaj stawiam na różnorodność, choć mam ulubione playlisty i pojedyncze utwory, których słucham zdecydowanie częściej. Podczas pisania książki „Pokaż mi swój świat” najczęściej towarzyszyły mi polskie kawałki. Dlatego na kartach powieści znajdziecie wzmiankę o jednym z utworów zespołu Happysad, który wtedy namiętnie odtwarzałam. Często to właśnie dzięki muzyce mogę oddać targające bohaterami emocje.

Co jeszcze prócz muzyki pomaga Ci w pracy twórczej? Czy jest coś, bez czego nie wyobrażasz sobie pisania? Poza oczywistymi oczywistościami takimi jak komputer czy wolny czas. 😉 

Tak, jest coś kluczowego dla mnie, bez czego nie potrafię pisać. Ja mówię na to „emocjonalny kopniak”. Jeśli nie czuję silnych emocji, które są związane z daną historią i które mogłabym przelać na papier, to choćbym wpatrywała się tygodniami w migający kursor, niczego nie napiszę. A przynajmniej nie coś, co mogłabym z czystym sumieniem złożyć na ręce czytelników.

A podczas tworzenia najnowszej książki jak często czułaś tego „kopniaka”? Ile było momentów zwątpienia albo zawahania?

Zdecydowanie najwięcej. Jest to powieść, którą pisałam w długich odstępach czasowych. Niekiedy emocje uciekały, innym razem to po prostu realne życie absorbowało mnie na tyle, że historia Justyny i Rafała musiała we mnie dojrzeć. Wiem jednak, że zarówno dla mnie, jak i dla bohaterów było to potrzebne. Wszystkim wyszło na dobre.

Premiera już wkróce. Czy w międzyczasie zastanawiasz się nad kolejną historią, którą mogłabyś zaserwować czytelnikom? Czy w Twojej głowie kiełkuje już jakiś pomysł? A może póki co pragniesz nacieszyć się faktem, że książka za moment trafi na księgarniane półki?

Czas okołopremierowy jest niesamowity, nie da się tego opisać słowami. Końcowa praca nad tekstem, dopieszczenie go, żeby był jak najlepszy. Stres i oczekiwanie na pierwsze opinie czytelników i recenzje. Możliwość wzięcia do ręki papierowego egzemplarza, przytulenie go i utwierdzenie się w przekonaniu, że znowu się udało! Ale w głowie kiełkują nowe pomysły, emocje dojrzewają, by za chwilę móc wciągnąć mnie w swój wir. Mam więc nadzieję, że na kolejną powieść nie będziecie musieli czekać już tak długo.

Też mam taką nadzieję! Wróćmy jednak do już stworzonej historii. „Pokaż mi swój świat” to historia nie tylko Justyny i Rafała, ale również Martynki. Dla mnie ta postać jest bardzo autentyczna, a przy tym niesamowita. Czy trudno było wykreować tę małą bohaterkę? Miałaś kiedykolwiek styczność z niewidomym dzieckiem?

Patrząc na bohaterów, wydawać by się mogło, że najtrudniejszym zadaniem było wykreowanie Rafała. Dorosły mężczyzna z niesamowitą pasją, jaką jest cukiernictwo, i ogromnym bagażem doświadczeń. Ja jednak lubię tworzyć takie postaci, więc nie miałam z nim tak ciężko. I tu właśnie zapukała do moich drzwi postać Martynki. Kiedy podjęłam decyzję, kim ona ma być, pomyślałam, że chyba tego nie udźwignę. Zapytałaś, czy miałam styczność z niewidomym dzieckiem. Nie, nie miałam. Starałam się zgłębić wszelkie informacje, do jakich udało mi się dotrzeć. Bardzo łatwo mogłam się potknąć, szczególnie że Martynka prócz wzroku straciła znacznie więcej. Z całą pewnością była to dla mnie jedna z najtrudniejszych postaci do wykreowania – patrząc na wszystkie moje teksty. Ale muszę przyznać, że pokochałam tę małą całym sercem i czuję, że jeszcze niejedno serduszko uda jej się skraść.

Przyznam, że ja od razu pomyślałam o Martynce jako najtrudniejszej do wykreowania postaci. Uważam jednak, że udało Ci się stworzyć wiarygodną postać, czego dobrym przykładem są choćby dialogi z jej udziałem. Jeśli chodzi o Rafała, to cały czas się zastanawiam, dlaczego akurat cukiernictwo. Od początku wiedziałaś, że właśnie tym będzie się zajmował?

Właściwie to nie! W pierwszym zamyśle Justyna miała go spotkać w cukierni, kawiarni – jako zwykłego klienta. Nie pamiętam nawet, jak do tego doszło, że z klienta przeobraził się w pracownika. W każdej swojej powieści czy opowiadaniu staram się tworzyć zupełnie innych bohaterów. Mieliśmy już mężczyznę uzależnionego od alkoholu i innych używek, tancerzy z ogniem, nastolatkę z nieplanowaną ciążą, ginekologa czy trenerkę parkoura. Teraz miało się zrobić słodko, więc padło na znakomitego cukiernika.

Fakt, postać cukiernika stanowi niejako zapowiedź czegoś słodkiego, przyjemnego. A jednak uważam, że jest to historia idealnie zbalansowana. Mamy tu słodko–gorzkie nuty, dzięki czemu powieść nabiera charakteru. Czy długo się zastanawiałaś, jak upleść losy bohaterów, żeby nie było mdło i bez wyrazu?

Ty sobie zapewne zdajesz sprawę, że nie lubię przelukrowanych historii. Zresztą ciastek też nie lubię. (śmiech) Bohaterów, podobnie jak w prawdziwym życiu, spotykają sytuacje piękne, z idealną nutą słodkości, ale i niestety przepełnione goryczą. Ich losy przeplatały się same. Ja wiedziałam, do jakiego zakończenia pragnę zmierzać, jednak to oni sami mną kierowali. I muszę przyznać, że kilkakrotnie mnie zaskoczyli!

Mnie również nie jeden raz zaskoczyli! Za to wcale mnie nie zdziwiło, że historia toczy się w Stroniu Śląskim i okolicach. W końcu stamtąd pochodzisz. Jednak od wielu lat mieszkasz w Irlandii, dlatego chciałabym zapytać, czy planujesz osadzić tam akcję którejś z kolejnych Twoich powieści.

A wiesz, że długo wahałam się nad odwiedzeniem w swojej powieści Stronia Śląskiego? Kocham je całym sercem. To naprawdę wspaniała miejscowość otoczona cudami natury. Polecam każdemu na niezapomniane wakacje lub ferie zimowe! Jednak po wydaniu pierwszej książki – „Uwolnij mnie” – doszło do mnie, że społeczeństwo malutkich miejscowości jest na swój sposób unikatowe. Bardzo szybko rozeszła się wieść, że Diana, główna bohaterka, to ja, a jej fikcyjne losy to moja skrócona biografia. Chciałam tego uniknąć i dlatego celowo omijałam moją małą ojczyznę. Teraz jednak akcja rozgrywa się całkowicie w Stroniu i jego pięknych okolicach i mam nadzieję, że jeszcze tam wrócimy! Co do Irlandii, oczywiście, nawet planuję już powoli pewną historię na zielonej wyspie. Przede wszystkim dlatego, że uwielbiam pisać o miejscach, w których byłam. Staram się nie osadzać akcji w zupełnie nieznanym mi środowisku. Już we wspomnianym „Uwolnij mnie” wybraliśmy się na wakacje do Irlandii i wiem, że jeszcze nie raz tutaj zakotwiczę.

Sama kilka razy w życiu przyłapałam się na tym, że utożsamiam jakiegoś bohatera książkowego z autorem. Mam wrażenie, że w Twoim przypadku jednym z powodów może być podobieństwo imion. Daria – Diana, niektórzy mogli to odebrać jako sugestię. Ale powiedz, co sprawiło, że się przełamałaś, że jednak bohaterowie najnowszej powieści wylądowali w Stroniu?

Z całą pewnością musiałam do tego dojrzeć, to raz. Jak wspomniałam wcześniej, uwielbiam pisać o miejscach, które znam, w których byłam, zobaczyłam, poczułam. Zazwyczaj akcję powieści osadzałam we Wrocławiu lub gdzieś w Polsce, nie podając nazwy miejscowości. Teraz jednak wyruszyliśmy do mojego Stronia. Dlaczego? Przede wszystkim mieszkając w Irlandii, bardzo tęsknię za rodzinną miejscowością. A tak wraz z bohaterami mogłam zajrzeć do ulubionej biblioteki, przejść się uliczkami, wybrać na Czarną Górę, na spacer do lasu czy pojechać autobusem do pobliskich miejscowości. Tęsknota miała na tą decyzję ogromny wpływ. Chciałam też pokazać moim czytelnikom część mojego świata. A w dużym stopniu wiąże się z nim miejsce, w którym się wychowałam. Może dzięki tej powieści ktoś postanowi się wybrać w tamte okolice na mały urlop? Będzie mi wtedy szalenie miło! W Stroniu i okolicach mam też swoje grono odbiorców (pozdrawiam Was serdecznie!). Częściowo jest to też ukłon w ich stronę. Sama uwielbiam czytać książki, których akcja toczy się w miejscach, które znam. Kto wie, może ktoś się zainspiruje książką i tworzy taką cukiernię jak stworzona przeze mnie Marianna?

A już miałam pytać, czy Marianna istnieje naprawdę! (śmiech) Skoro już jednak wspomniałaś, że ją wymyśliłaś, to powiedz… czy znasz miejsce do niej podobne. Czy jest gdzieś taka mała, przytulna kawiarnia-cukiernia, do której lubisz zaglądać i gdzie masz swój ulubiony stolik?

Niestety Marianna na chwilę obecną nie istnieje, ale kto wie! W Stroniu nie ma takiej typowej kawiarni, jaka znalazła się na kartach powieści. Ja zazwyczaj, gdy odwiedzam kawiarnie, cukiernie czy restauracje, obieram sobie ulubiony stolik, jeśli dany lokal przypadnie mi do gustu. Lubię wracać do „swoich miejsc” i polecać je innym!

Ja nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w kawiarni… (śmiech) Ale nie zbaczajmy z tematu! Czas na ostatnie pytanie. Czy planujesz w przyszłości spróbować sił w innym gatunku? Czy kiedykolwiek o tym myślałaś? A może jednak najlepiej czujesz się w powieściach obyczajowych?

Ja pamiętam, że byłaś w kawiarni w Irlandi! (śmiech) Wiesz, ja mam wrażenie, że ciągle próbuję po trochu innych gatunków. Moje teksty – zarówno powieści, jak i opowiadania – w większości są sklasyfikowane jako powieści obyczajowe, ale wolę je nazywać gatunkowym miksem. Mówię tak, ponieważ żadna moja książka nie trzyma się sztywno określonych ram gatunkowych. Zawsze mamy z wydawcą problem, czy to obyczaj, czy może coś innego. W moich powieściach znajduje się nuta romansu, dramatu, new adult. Myślę, że można się również pokusić o odrobinę thrillera i komedii. Nie mówię „nie”, nie mówię „tak”, wszystko przede mną i mam nadzieję, że jeszcze w niejednym miksie mnie znajdziecie!

Mam nadzieję, że to obietnica, którą będziesz regularnie spełniać! Przynajmniej raz w roku, chociaż nie ukrywam, że chętnie czytałabym Twoje książki częściej. Myślę, że nie tylko ja! Tego właśnie życzę Tobie oraz czytelnikom – by Daria Skiba mogła nas zaskakiwać, poruszać, bawić, zadziwiać swoimi powieściami tak często, jak to będzie możliwe. Z niecierpliwością czekam na premierę książki „Pokaż mi swój świat” i na kolejne teksty. Z całego serca dziękuję za rozmowę i nie zabieram już więcej czasu – wykorzystaj go na pisanie kolejnego miksa! Trzymam mocno kciuki.

Dziękuję pięknie za znakomitą rozmowę i wszelką pomoc! W takim razie uciekam dalej do literek! ❤


Mam nadzieję, że ta rozmowa zachęciła Was do sięgnięcia po twórczość Darii. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z innymi wpisami z cyklu 14 pytań do autora!

  1. Bardzo interesująca rozmowa, o autorce nigdy nie słyszałam, więc dowiedziałam się wielu nowych, ciekawych rzeczy:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *