książki

“Tropiciel” – Małgorzata Lisińska

Przez na 16 lipca 2019
Tropiciel, Małgorzata Lisińska

Jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać romanse Małgorzaty Lisińskiej z serii Miłość w Tychach. Lekki, barwny, doprawiony humorem styl autorki przypadł mi do gustu. Kiedy nadarzyła się okazja, by poznać jej twórczość z nieco innej, fantastycznej strony, podjęłam decyzję bez mrugnięcia okiem. Bardzo lubię powieści fantasy, choć nie wszystkie – od każdej reguły są wyjątki. Interesują mnie historie lekkie, zabawne, pełne magii, interesujących bohaterów i stworzeń. Takie, które pozwalają się odprężyć po intensywnym dniu. Czy Tropiciel spełnił moje oczekiwania?


Sodi Yudherthardere to krasnolud z kwi i kości, gadatliwy, marudny, obdarzony niezwykłymi zdolnościami. Wraz z Yasą, najpotężniejszym żyjącym magiem, oraz Likal, jego młodą uczennicą, wyrusza w podróż po Krainie, wypełniając zadania powierzone przez Królową. W trakcie swojej wędrówki bohaterowie niejednokrotnie stawiają czoła niebezpieczeństwom, przeżywają wiele niecodziennych i obfitujących w magię przygód i zmagają się z własnymi słabościami. I z wieczną migreną Sodiego!

Zagłębiając się w lekturze, czytelnik szybko dostrzeże, że powieść różni się od innych z tego gatunku. Między innymi samą konstrukcją, bowiem książka stanowi zbiór kilkunastu opowiadań ukazujących poszczególne przygody trójki bohaterów. Każdy rozdział dotyczy odrębnego wydarzenia, ale, co ważne, została tu zachowana chronologia. Zbiór jest uporządkowany, a jego elementy tworzą spójną i logiczną całość. Spoiwem łączącym poszczególne opowiadania są sami bohaterowie, a także konsekwencje ich decyzji i działań.
Świat przedstawiony nie jest mocno rozbudowany. Małgorzata Lisińska wyposaża czytelnika w wiedzę niezbędną do zrozumienia całości, a szczegółowe opisy przyrody czy miejsc zastępuje bardziej zwięzłymi, zawierającymi tylko najważniejsze informacje. Nie jest to niedopatrzenie autorki, lecz jej świadoma decyzja. Bowiem najważniejszym elementem, na którym powinna skupiać się uwaga odbiorcy, są bohaterowie, ich sposób bycia i obcowania ze sobą nawzajem, łączące ich więzi, a także przemiany, jakie w nich zachodzą pod wpływem różnych wydarzeń. Sama Kraina jawi się odbiorcy jako miejsce rodem z czasów wczesnego średniowiecza. Nie brak tu potężnych zamków, karczm, miasteczek i niewielkich wsi. Opisany w książce świat, mimo że skromnie opisany, jest barwny i niezwykle intrygujący. Pełno w nim tajemnic, magii i fantastycznych istot, które go zamieszkują.
Kreacja bohaterów stoi na wysokim poziomie. Autorce udało się stworzyć barwne, intrygujące postacie o zupełnie odmiennych charakterach, które zapewniają odbiorcy mnóstwo dobrej zabawy. Sodi jest wesołkowatym, bystrym i pewnym siebie krasnoludem. Jego rubaszne usposobienie, skłonność do ciągłego narzekania, specyficzne poczucie humoru oraz zdolności, których efektem są częste migreny, to ciekawa mieszanka. Yasa z kolei jest niezwykle mądry, ale i skryty, rzadko odpowiada na złośliwe docinki kompanów i równie rzadko uczestniczy w dyskusjach. Jego powściągliwość mocno kontrastuje z otwartością Sodiego. Likal to najbardziej zagadkowa postać w całej powieści. Z bezbronnej i zagubionej dziewczynki wyrasta na piękną, wrażliwą, inteligentną i pewną siebie kobietę, która nie boi się podejmować własnych decyzji. Nietrudno dostrzec, że niemały wpływ na kształtowanie się osobowości Likal mieli jej towarzysze.

Autorka serwuje czytelnikowi potężną dawkę humoru. Bije on niemal z każdej strony! Niejednokrotnie czułam, że jestem bliska łez (i to wcale nie ze wzruszenia). Małgorzata Lisińska zastosowała zarówno komizm sytuacyjny, jak i słowny. Dialogi obfitują w zabawne, niesztampowe porównania i złośliwe docinki. Sodi posługuje się barwnym, nierzadko okraszonym wulgaryzmami, archaizowanym językiem, który świetnie wpisuje się w klimat całej historii, nie zaburzając przy tym w żaden sposób płynności czytania. W książce nie brakuje również scen erotycznych, które nie są wulgarne, ale jednak dość wyraziste i dalekie od subtelności. Muszę przyznać, że dotąd nie spotkałam się z tak specyficzną mieszanką, ale co najlepsze – podobało mi się to!

Uważam, że Tropciel jest naprawdę udaną, godną polecenia książką Małgorzaty Lisińskiej. To kawał dobrej polskiej fantastyki, która z pewnością zadowoli miłośników tego gatunku. Ja czuję się usatysfakcjonowana i gratuluję autorce umiejętności, jakie zaprezentowała w tej powieści. Zwłaszcza jeśli chodzi o kreację bohaterów. Chapeau bas!  Chciałabym napisać, że z niecierpliwością czekam na drugą część, ale nie mogę… bo już jestem w trakcie lektury. I zdradzę, że również świetnie się bawię. Tymczasem polecam Tropiciela i życzę udanej lektury wszystkim, którzy zdecydują się po niego sięgnąć.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Tropciel
  • Autor: Małgorzata Lisińska
  • Wydawnictwo: Genius Creations
  • Rok wydania: 2017
  • Liczba stron: 380

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Genius Creations.

Czytaj Dalej

książki

“Ostatnie dni Jacka Sparksa” – Jason Arnopp

Przez na 9 lipca 2019
 Ostatnie dni Jacka Sparska, Jason Arnopp
Wydawnictwo Vesper znane jest ze świetnie wydanych klasyków grozy. Choć na swoim koncie ma również wiele horrorów, kryminałów, książki historyczne czy powieści młodzieżowych, to właśnie groza przychodzi mi na myśl jako pierwsza. Ostatnio miałam przyjemność zapoznać się z dwiema propozycjami tego wydawcy. O Matce autorstwa S. E. Lynes pisałam całkiem niedawno i wiecie już, że byłam pod wrażeniem. Dziś chciałabym podzielić się wrażeniami z lektury Ostatnich dni Jacka Sparksa, książce innej niż wszystkie, które dotąd przeczytałam. Przesiąkniętej współczesnością, ociekającej czarnym humorem, niepokojącej, wywołującej dreszcze i… No właśnie. Jakiej jeszcze?

Kontrowersyjny dziennikarz i celebryta Jack Sparks pracuje nad kolejną książką. Poprzednie publikacje – o mafii, gangach i narkotykach – przyniosły mu ogromną popularność. Tym razem postanowił wziąć na warsztat zjawiska nadprzyrodzone. Jeszcze przed zebraniem wszystkich materiałów, wyraża swój sceptyzym w tym temacie, publikując kpiarskie i kąśliwe wpisy w mediach społecznościowych. Wywołuje to w sieci niemałą burzę. Kiedy na jego koncie YouTube pojawia się przerażający filmik, Jack twierdzi, że nie ma z nim nic wspólnego. Jednak te kilkadziesiąt sekund materiału video staje się początkiem końca Sparksa. Dziennikarz próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego filmu, kontynuując prace nad książką. Po kilku dniach ginie…

Współczesny świat podąża w niebezpiecznym kierunku. Rozwój nauki i nowoczesnych technologii, a przede wszystkim rozkwit środków masowego przekazu zmieniają styl życia wielu ludzi, ich sposób myślenia i spojrzenie na świat. Czy tego chcą, czy nie, czy są tego świadomi, czy niekoniecznie. Coraz częściej próby samodzielnego osądu sytuacji porzucane są na rzecz gotowych odpowiedzi, jakie oferuje prasa, telewizja, radio czu social media. Nieważne, ile w tym prawdy, a ile kłamstwa stworzonego tylko po to, by się wyróżnić, dotrzeć do szerszego grona, zyskać fejm. Ludzie żyją sensacją, szukają silnych bodźców i dokładnie to dostają. Świat portali społecznościowych i kanałów komunikacyjnych wciąga użytkowników w pułapkę. Tu nie ma miejsca na prawdę. Liczy się popularność, sława, ilość obserwatorów i komentarzy pod postem, autopromocja. Jeśli więc w sieci pojawia się kolejny przerażający filmik, który ma być dowodem na istnienie zjawisk paranormalnych, ilu uwierzy w jego autentyczność? A ilu powie, że to fejk?  Jak w dzisiejszych czasach odróżnić prawdę od kłamstwa? Ile jest warte życie w blasku ekranu smartfona? Między innymi ten temat porusza Jason Arnopp w swojej książce Ostatnie dni Jacka Sparksa.  

Odniesienia do współczesnej rzeczywistości internetowej są bardzo wyraźne i nadają powieści specyficznego klimatu. Stanowią idealne tło dla toczących się wydarzeń oraz dla postaci samego Sparksa. Jack to człowiek skupiony na sobie, egocentryczny, przekonany o swojej racji, a przy tym cyniczny i pozbawiony skrupółów. Jest w stanie zrobić niemal wszystko, by zyskać na popularności. Kpi z cudzych poglądów i wierzeń, wyśmiewa je publicznie na łamach serwisów społecznościowych, podważa wiarygodność osób, z którymi się nie zgadza. Social media są narzędziem, które dziennikarz w nieuczciwy sposób wykorzystuje dla własnych korzyści, ale wkrótce stają się one jego wrogiem, jego zgubą.

– Tak, to dla ciebie najważniejsze – odpowiada łagodnie, patrząc na mnie z uwagą. – Odsłonić kurtynę, by wszystko ujawnić. Twój wielki moment w stylu Czarnoksiężnika z krainy Oz.

Główny bohater nie wzbudził mojej sympatii. Wręcz przeciwnie, czułam do niego ogromną niechęć, co znacznie utrudniało lekturę. Niemniej kreacja dziennikarza wypada bardzo profesjonalnie – Sparks został praktycznie uszyty na miarę całej historii. Jest przy tym postacią realistyczną, a jego sposób myślenia, decyzje i motywy, obawy, paranoja, w jaką popada – bardzo wiarygodne. Postać Jacka, jego rys psychologiczny stanowi główny trzon całej powieści, a jednocześnie jest ogniwem łączącym poszczególne wątki. 

Historia przedstawiona jest w formie maszynopisu, który nie został jeszcze zredagowany. Podzielona jest na dwie części. W pierwszej czytelnik poznaje bliżej dziennikarza, zderza się z jego przemyśleniami, spojrzeniem na rzeczywistość i niezwykle obcesowym podejściem do życia i ludzi. W drugiej części odbiorca staje się świadkiem niepokojącej przemiany, jaka zachodzi w głównym bohaterze w wyniku różnych wydarzeń. Sparks doświadcza rzeczy, których nie sposób racjonalnie wytłumaczyć. Jego pewność siebie maleje z każdą chwilą, a w końcu znika, ustępując miejsca lękowi. Obłęd, który wkrada się w życie dziennikarza, roztacza nad czytelnikiem aurę niepokoju i utrzymuje go w ciągłym napięciu.

Jestem sparaliżowany. Duszę się.
Zamknięty, siłą wtłoczony w karykaturę samego siebie.

W książce pojawiają się również takie elementy jak przedmowa czy przypisy, których autorem jest jego brat, a także e-maile z wydawcą, SMS-y czy fragmenty wywiadów. Stanowią one ważne uzupełnienie całości. Pozwalają czytelnikowi szerzej spojrzeć na wszystkie zrelacjonowane przez Sparksa wydarzenia, obnażają istotne fakty, które główny bohater przemilczał lub ukrył pod grubą warstwą pozorów.

Styl autora jest przystępny, choć lekkim bym go nie nazwała. Mamy tu bogate słownictwo, sporo fachowych sformułowań, niektóre fragmenty wydają się odrobinę przegadane, choć podejrzewam, że jest to celowy zabieg, który ma jeszcze bardziej uwiarygodnić postać dziennikarza. Dynamika jest dość nierówna – przez niektóre rozdziały brnie się powoli, gdzie indziej z kolei czytelnik niemal płynie przez kolejne wersy. Najlepiej czytało mi się ostatnie kilkadziesiąt stron, prawdopodobnie dlatego, że wielkie ego Sparksa ucichło.

Ostatnie dni Jacka Sparksa to ciekawa forma współczesnego horroru, w którym groza przybiera nietypowy, nieco dziwny kształt. Pełna zarówno czarnego humoru, jak i przerażających momentów powieść, która stawia przed czytelnikiem pytanie: Czy w świecie nowoczesnych technologii, Internetu oraz przeróżnych mistyfikacji, jakie codziennie trafiają do sieci, jest miejsce na zjawiska nadprzyrodzone, nadnaturalne? Arnopp prowadzi odbiorcę przez gąszcz niepokojących wydarzeń, które skłaniają do wielu refleksji na temat otaczającej rzeczywistości i kierunku, w jakim zmierza. To historia wywołująca wiele skrajnych emocji, wzbudzająca strach, zdumienie, niepokój, ale również odrazę czy współczucie. Polecam książkę zwłaszcza fanom gatunku. Wszystkim poszukującym dobrze skrojonej, rozrywkowej powieści z licznymi elementami grozy.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Ostatnie dni Jacka Sparksa
  • Autor: Jason Arnopp
  • Wydawnictwo: Vesper
  • Rok wydania: 2018
  • Liczba stron: 360

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

Czytaj Dalej

książki

“Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” – Stefan Darda

Przez na 24 czerwca 2019
Stefan Darda, Przebudzenie zmarłego czasu - Powrót
Od czasu, gdy przeczytałam Zabij mnie, tato Stefana Dardy, minęło już ponad dwa lata. Thriller ten bardzo mnie zaangażował emocjonalnie, nic więc dziwnego, że opisaną w nim historię pamiętam doskonale po dziś dzień. Jest to opowieść pełna realizmu, a przy tym niepokojąca, trzymająca w ciągłym napięciu, wzbudzająca strach czy nawet rozpacz. W ostatnim czasie doszło do mojej kolejnej konfrontacji z twórczością Dardy – tym razem pod szyldem Wydawnictwa Akurat. Przebudzenie zmarłego czasu to czterotomowy cykl, stanowiący niezwykłą mieszankę gatunkową. Horror kryminalny z elementami grozy, fantastyki, prozy obyczajowej oraz historycznej. Ciekawi, jak wrażenia z lektury pierwszej części?

Jakub Domaradzki, niesłusznie skazany na długoletnią odsiadkę, w końcu zostaje uniewinniony i opuszcza progi więzienia. Krewny, który miał go odebrać spod Zakładu Karnego w Zamościu, nie zjawia się. Okazuje się, że tego dnia Olgierd Lang  popełnił samobójstwo. Jakub nie może uwierzyć, że wuj targnął się na swoje życie. Dodatkowo wiele wątpliwości wzbudza pozostawiony przez przemyskiego fryzjera list pożegnalny. Jakub chce za wszelką cenę odkryć prawdę o okolicznościach śmierci wuja, a główny trop prowadzi do bizantyńskiej gemmy, najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Pytań pojawia się coraz więcej, a odpowiedzi nie tak łatwo znaleźć Czy bliscy znajomi zmarłego – Ludwik Zięba, Róża Grabińska i January Osóbka-Grudnik – pomogą Domaradzkiemu rozwikłać tę zagadkę? Jak potoczą się dalsze losy Jakuba?


Książka wciąga od pierwszych stron. Autor zachęca do literackiej podróży lekkim stylem, wszechobecną aurą tajemniczościnienużącymi opisami krajobrazów, zakątków Przemyśla i okolic. Akcja toczy się niespiesznie, lecz bardzo płynnie, bez zbędnych przestojów. Trudno oderwać się od lektury, zwłaszcza że kolejne rozdziały i wątki zamiast dostarczać odpowiedzi, mnożą znaki zapytania. Jak to mówią: im dalej w las, tym ciemniej.

Główną osią fabuły jest prywatne śledztwo Jakuba w sprawie tajemniczej śmierci wuja, Olgierda Langa, jednak w powieści nie brakuje również wątków pobocznych. Stefan Darda dość mocno skupia się na stworzeniu tła obyczajowo-historycznego. Oprowadza czytelnika po najciekawszych zakątkach Przemyśla, zapoznając go z tamtejszą kulturą, mieszkańcami. W książce pojawia się sporo wzmianek dotyczących historii miasta, budynków, miejsc. Wplecione w powieść elementy folkloru (na przykład gwara), sprawiają, że całość nabiera wyjątkowego, nieco enigmatycznego klimatu.

Jedno ci powim. Jakbyś chciał si przeniść tu z tej przyczyny, aby ud tegu ucic, tu ud razu ci gadam, że tak ni rób. Najsampirw sam z sobo dojdź du ładu. Nie ucieknisz od samegu siebi. Pureszto fama i tak za tobo polizi. 

  
W tym miejscu muszę wspomnieć o pewnej kwestii. Otóż opis na okładce książki klasyfikuje Powrót jako mieszankę gatunkową – horror kryminalny z elementami grozy, fantastyki oraz powieści obyczajowej i historycznej. Przyznam, że nie do końca się z tym zgadzam. Jak wspomniałam wyżej, Darda dużą uwagę poświęca tłu obyczajowo-historycznemu. Łatwo uchwytny jest kryminał, nieco mniej groza, fantastyka pozostaje gdzieś w tyle. Nie wspominając o horrorze, którego obecność tutaj uznałabym za mocno wątpliwą. Wierzę, że jest to spowodowane rozbiciem całej historii na cztery części. Patrzę na tę książkę łaskawym okiem z nadzieją, że w kolejnych tomach autor nie zawiedzie czytelnika i wprowadzi pozostałe elementy do obiegu.

Wykreowane przez autora postacie są barwne, z charakterem, idealnie wpisujące się w pełną niepokoju atmosferę powieści. Szczególnie przypadł mi do gustu Ludwik Zięba, przyjaciel i współpracownik wuja Olgierda. Ten sympatyczny starszy pan z jednej strony emanuje życzliwością i dobrocią, z drugiej zaś wzbudza jakiś trudny do wytłumaczenia niepokój. Ciekawą postacią jest również January Osóbka-Grudnik, który, podobnie jak Lang, jest pasjonatem historii przemyskiej. Jego zachowania, wypowiedzi, sposób bycia niejednokrotnie wywołują szeroki uśmiech.

Czytelnik ma okazję nie tylko śledzić teraźniejsze wydarzenia, ale także zanurzyć się w przeszłość głównego bohatera. Justyna, jej mąż Daniel oraz syn Emil – wszystkie te postacie odegrały istotnę rolę w życiu Jakuba, każda z nich na swój własny sposób. Zwłaszcza Emil, młodziutki chłopak pozbawiony szansy na normalne życie z powodu wypadku. To jego zeznania, zresztą dość nietypowe, pozwoliły Domaradzkiemu opuścić więzienne mury. Jakub po powrocie do “normalności” pragnie się odwdzięczyć, musi jednak zmierzyć się z wieloma trudnościami, zwłaszcza że zła sława związana z odsiadką podąża za nim jak cień. 
Kiedy tempo akcji wskakuje na najwyższe obroty, a niepokój z każdą stroną narasta, Darda serwuje odbiorcy nagłe, błyskawiczne wręcz zakończenie. Opowieść urywa się niemal w pół zdania! No dobrze, w pół akapitu, ale jednak… Ciężko było mi przyjąć do wiadomości, że to już koniec. Chciałam poznać dalsze losy bohaterów, dowiedzieć się czegokolwiek, co przybliży mnie do prawdy! Niestety, nic z tego. Jednak nie dziwię się autorowi – taki finał zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po kolejny tom cyklu.
Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót to ciekawa i wciągająca historia z dużym potencjałem, który, mam nadzieję, autor dobrze wykorzysta w kolejnych częściach cyklu. To opowieść pełna tajemnic, wzbudzająca mnóstwo emocji, stanowiąca przy okazji wyjątkowy przewodnik po przemyskich zakątkach i tamtejszej kulturze. Idealna pozycja dla miłośników kryminałów ze szczyptą grozy. Dla każdego, kto lubi przez moment poczuć dreszcz niepokoju. Ja jestem usatysfakcjonowana i z niecierpliwością oczekuję na kolejne tomy.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót
  • Autor: Stefan Darda
  • Wydawnictwo: Akurat
  • Rok wydania: 2019
  • Liczba stron: 320
Za ezgemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat.

Czytaj Dalej

książki

“Matka” – S.E. Lynes

Przez na 16 czerwca 2019
Matka, S.E. Lynes

Adopcja to ogromne wyzwanie. Prędzej czy później przychodzi moment, w którym przybrani rodzice zastanawiają się, czy i w jaki sposób powiedzieć dziecku, że zostało adoptowane. W końcu mawia się, że rodzicami są ci, którzy wychowują, nie zaś ci, którzy spłodzili potomstwo. Czy aby na pewno? Czy więź łącząca biologiczną matkę z dzieckiem może tak po prostu zaniknąć? Temat adopcji i dylematów, jakie się z nią wiążą, S.E. Lynes porusza w swojej najnowszej książce Matka. Ten thriller psychologiczny wzbudził we mnie wiele emocji i skłonił do przemyśleń, które po dziś dzień nie dają mi spokoju.


Christopher od dawna czuje, że odstaje od reszty rodziny. Im jest starszy, tym więcej zaczyna dostrzegać. Różnice między nim a rodzeństwem stają się widoczne jak na dłoni. Gdy Christopher staje się pełnoletni, postanawia opuścić dom i wyjechać na studia. W znalezionej przypadkiem starej walizce znajduje potwierdzenie tego, co przez te wszystkie lata podpowiadało mu serce – został adoptowany. To odkrycie jest momentem zwrotnym w życiu chłopaka. Christopher rozpoczyna studia, w międzyczasie prowadząc poszukiwania biologicznej matki. Kiedy wreszcie odnajduje Phyllis, zaczyna czuć się naprawdę szczęśliwy. Tak bardzo, że w obronie tego szczęścia jest gotowy zrobić wszystko…


Matka rozpoczyna się wstrząsającą, bardzo sugestywną sceną morderstwa. Dwie osoby – sprawca i ofiara – których tożsamości czytelnik nie zna. Ten krótki fragment wywołuje gęsią skórkę i podpowiada, by zachować czujność w trakcie dalszej lektury. W kolejnych rozdziałach akcja znacznie zwalnia, a odbiorca zanurza się w życie głównego bohatera. Obserwuje jego relacje z rodziną, poznaje jego myśli, odczucia, pragnienia. Śledzi studenckie perypetie chłopaka i rozwój jego znajomości ze współlokatorem. Na koniec przygląda się jego relacji z Phyllis, biologiczną matką, jednocześnie obserwujac zmiany zachodzące w jego zachowaniu i w nim samym. Zmiany, które nie tyle zadziwiają, co szokują i napawaja lękiem. Skrupulatnie wykreowany porttret psychologiczny Christophera jest niewątpliwie mocną stroną powieści.

Mimo że akcja przyspiesza dopiero w drugiej połowie książki, opowieść broni się przed nudą. Jest to zasługa płynnego i ekspresyjnego stylu autorki, a także gęstej, pełnej niepokoju atmosfery, którą Lynes roztacza nad czytelnikiem. Lęk i napięcie budzi wątek seryjnego mordercy – Rozpruwacza – grasującego w okolicach miasteczka akademickiego. Odbiorca od początku przeczuwa, że w tej historii skrywa się coś więcej, jakieś drugie dno. Jednak autorka dość skutecznie blokuje dostęp do prawdy, podsuwając mylne tropy i wprowadzając w błąd nawet tych najbardziej dociekliwych.

Nie wszystko w fabule stanowiło dla mnie element zaskoczenia, pewnych rzeczy domyśliłam się na długo przed zakończeniem. Na przykład tożsamości narratora. Jednak autorce i tak udało się mnie zwalić z nóg. Lynes zafundowała czytelnikom naprawdę ciekawy moment zwrotny w finale. Czapki z głów! Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrze przemyślanej, zgrabnie poprowadzonej powieści. Jestem pod ogromnym wrażeniem i chciałabym, aby takie książki wpadały mi w ręce jak najczęściej.

Phyllis wiedziała, co powiedzieć. Czasami, kiedy się rozstawali, a nawet kiedy odkładał słuchawkę telefonu, czuł rozdzierający ból, jakby coś rwało jego ciało. 

Matka to wciągający i trzymający w napięciu thriller psychologiczny, który ukazuje, jak silna potrafi być potrzeba bycia kochanym. Jak tragiczne w skutkach może być wzrastanie w poczuciu odrzucenia, wyobcowania, paniczny lęk przed samotnością. Ta książka ilustruje wpływ historii człowieka, jego dzieciństwa, relacji z rodzicami i rodzeństwem, na późniejsze życie. To opowieść przede wszystkim o miłości, lecz nie zwykłej, a zniekształconej, toksycznej, która w wyniku lęku przed odrzuceniem przybiera formę obsesji. A obsesja to niekontrolowana siła niszcząca, której lepiej wystrzegać się jak ognia.

Nie warto jednak wystrzegać się najnowszej książki S.E. Lynes – gorąco polecam ten niepokojący, skłaniający do wielu refleksji thriller.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Matka
  • Autor: S.E. Lynes
  • Wydawnictwo: Vesper
  • Rok wydania: 2019
  • Liczba stron: 324

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper.

Czytaj Dalej

książki

“Nagranie” – Małgorzata Falkowska

Przez na 9 czerwca 2019
Nagranie, Małgorzata Falkowska
Z twórczością Małgorzaty Falkowskiej bardzo się lubię. Pozytywne wrażenie wywarła na mnie Paleta Marzeń, a szczególne miejsce w moim sercu ma powieść To nie jest twoje dziecko. Podziwiam nie tylko talent autorki, ale również jej wszechstronność i odwagę. Gosia bowiem próbuje swoich sił w różnych gatunkach literackich. Niedawno miałam okazję przeczytać kryminał jej autorstwa. Byłam bardzo ciekawa, jak poradziła sobie tym razem. Wierząc w kreatywność i doświadczenie autorki, odrzuciłam na bok wszelkie wątpliwości i zatopiłam się w lekturze…

W ciągu ostatnich kilku miesięcy w Toruniu zaginęło pięciu młodych mężczyzn. Śledztwo prowadzi komisarz Maciej Gorczyński. Jedyną poszlaką są tajemnicze przesyłki, które trafiają do rodzin zaginionych. Każda z nich zawiera pocztówkę oraz płytę z filmem. Czas ucieka, nagrań przybywa, a policjant nie ma pojęcia, od czego zacząć. Postanawia zwrócić się o pomoc do Sylwii Trojanowskiej, zaprzyjaźnionej pani jasnowidz. Ten osobliwy duet musi zacząć działać i jak najszybciej znaleźć sprawcę, zanim dojdzie do kolejnych zaginięć. Czy bohaterom uda się dotrzeć do mordercy?

Pierwsze rozdziały rozbudziły moją ciekawość, a przy okazji zasiały ziarno niepokoju. Zaszczepiły we mnie chęć sprawdzania wraz z bohaterami poszczególnych tropów, odkrywania nowych faktów, podążania ku rozwiązaniu zagadki. Niewątpliwie Gosia Falkowska potrafi zbudować pełną napięcia atmosferę. Nagranie długo trzyma czytelnika w niepewności. Może nie do samego końca, ale wystarczająco długo.

Mam władzę. Jeszcze nie nad światem, ale nad nimi. To wystarczy. Na razie nie trzeba mi więcej.

W powieści nie brakuje dynamiki – rozdziały są krótkie, lecz pełne zwrotów akcji. Dobrze uknuta intryga nie pozwala się nudzić. Niejednokrotnie autorka wyprowadza czytelnika w pole, śmiejąc się zapewne po cichu. Niektóre rozdziały skupiają się na samym śledztwie, w innych autorka opisuje problemy, z którymi na co dzień zmagają się bohaterowie. Tło obyczajowe jest dość obszerne, rozbudowane, co z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Podobnie jak wątek romansowy, który również jest w tej historii obecny. Mnie osobiście to nie przeszkadzało, a nawet czułam się zaciekawiona. Zastanawiałam się, jaką decyzję podejmie Maciej – czy pójdzie za głosem serca, czy może postawi na poczucie obowiązku wobec chorej żony.

Jeśli chodzi o kreację bohaterów – nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Pierwszoplanowe postacie są przedstawione w dość ciekawy sposób, jednak czegoś mi zabrakło. Sporo uwagi poświęcone zostało skomplikowanej relacji miłosnej Macieja i Sylwii, a znacznie mniej szczegółowemu nakreśleniu ich osobowości. Nie da się wyczytać wszystkiego z chwil miłosnych uniesień. Żałuję, że autorka tak niewiele opowiedziała o relacjach komisarza z dziećmi, żoną przyjaciółmi czy o przeszłości pani jasnowidz. Więcej uwagi należałoby poświęcić również samemu mordercy i motywom, jakie nim kierowały. Odniosłam wrażenie, jakby ten wątek został zapomniany, a przecież w kryminale to właśnie sprawca i przyczyny jego działania powinny być najważniejsze.

Pomijając wszelkie niedociągnięcia, uważam, że Nagranie to warta uwagi opowieść kryminalna z Toruniem w tle. Czytelnik kluczy pośród uliczek i osiedli mieszkaniowych w poszukiwaniu mordercy, poznając przy okazji uroki tego miasta. Pełen napięcia klimat i wartka akcja nie zachęcają do pozostawienia książki samej sobie. Tę historię chce się czytać do końca. Chociaż nad pewnymi kwestiami należałoby jeszcze popracować, to Małgorzatę Falkowskiej w kryminalnej odsłonie chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Nagranie
  • Autor: Małgorzata Falkowska
  • Wydawnictwo: Kobiece
  • Rok wydania: 2019
  • Liczba stron: 303

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

Czytaj Dalej

książki

“Światła w jeziorze” – Gosia Lisińska

Przez na 18 maja 2019
Światła w jeziorze, Gosia Lisińska

Do tej pory nie miałam styczności z twórczością Gosi Lisińskiej. Kiedy usłyszałam o nadchodzącej premierze Pikantnie po włosku, postanowiłam nadrobić zaległości i sięgnąć po pierwszą część historii. Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać po Światłach w jeziorze. Bałam się, że autorka nie będzie w stanie czymkolwiek mnie zaskoczyć. Te obawy okazały się bezpodstawne. Czas spędzony z lekturą na pewno nie był stracony.


Główna bohaterka, Karolina Wójcik, od dłuższego czasu zakochana jest w swoim współpracowniku. Jakub nie ma pojęcia o uczuciach, jakim darzy go koleżanka, i nie wykazuje żadnego zainteresowania jej osobą. A przynajmniej takie wrażenie odnosi Karo. Do czasu. Przypadkowe spotkanie w parku staje się iskrą, która między tym dwojgiem rozpala prawdziwy ogień. I kiedy wydaje się, że los tych dwojga jest przesądzony, w firmie pojawia się nowy pracownik. Inteligentny, wysportowany i przystojny Włoch budzi zainteresowanie wszystkich kobiet w biurze. Karolina również ulega jego urokowi, a co ciekawe, sama staje dla Roberto obiektem zainteresowania. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy któremuś z panów uda się na zawsze skraść serce głównej bohaterki? 

Powieść, wydawałoby się, jakich wiele na rynku wydawniczym. Możliwe, w końcu książki często pisze samo życie i powielanie niektórych wątków wydaje się nieuniknione. Światła w jeziorze mają jednak w sobie coś takiego, co nie pozwala się od nich oderwać. Z pewnością duże znaczenie ma sam klimat powieści, lekki, pełen świeżości i przede wszystkim wprawiający w dobry nastrój. Autorka operuje przystępnym, pełnym ekspresji językiem, tworząc barwną, pozbawioną nudy scenerię dla toczących się wydarzeń. Szalę przechyla wszechobecny humor słowny i sytuacyjny. W książce nie brakuje zabawnych, wyciskających z czytelnika łzy radości momentów. Wszystko to sprawia, że przez kolejne strony po prostu się płynie, płynie i płynie, aż do samego końca.
Jeśli chodzi o bohaterów powieści, to mamy tu cały wachlarz różnych osobowości – szukająca miłości i odrobinę zagubiona Karolina, nieśmiały i czuły Jakub, energiczny i uwodzicielski Roberto. Na uwagę zasługują również postacie drugoplanowe, które dodają całej historii charaktru i wyjątkowości. Brat głównej bohaterki, Jan, stanowi uosobienie odpowiedzialności i zdrowego rozsądku. Zaś jego pięcioletni syn, Czarek, jest promykiem słońca, który rozgoni wszelkie burzowe chmury. Jego obecność na kartach powieści wywołuje nie tylko uśmiech, ale i uczucie rozlewającego się gdzieś wewnątrz ciepła. Każdy bohater jest niezwykle realistyczny i można odnieść wrażenie, że wszyscy gdzieś tam istnieją naprawdę.
Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak zabawnej, relaksującej i wprawiającej w dobry nastrój książki. Autorka potrafi zaangażować czytelnika, utrzymać jego atencję od pierwszej aż do ostatniej strony. Opisuje prawdziwe życie, sytuacje, które mogłyby spotkać każdego z nas, okraszając wszystko potężną dawką humoru i namiętności.
Gosia Lisińska stworzyła niebanalną, wciągającą powieść o miłości i niespodziankach, jakie to uczucie za sobą niesie. Światła w jeziorze to historia o trudach codzienności oraz konieczności podejmowania często niełatwych decyzji. Pokazuje, że los bywa przewrotny i że czasem trzeba nie tyle kierować się głosem własnego serca, co dobrze się w niego wsłuchać.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Światła w jeziorze
  • Autor: Gosia Lisińska
  • Wydawnictwo: Inanna
  • Rok wydania: 2018
  • Liczba stron: 208
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Inanna.

Czytaj Dalej

książki

“Inkub” – Artur Urbanowicz [recenzja premierowa]

Przez na 3 kwietnia 2019
Inkub, Artur Urbanowicz

To, co niedostępne, nieznane, niezbadane, z reguły przyciąga. Chcemy tego dotknąć, poznać to, dowiedzieć się o tym więcej.

Literatura grozy to gatunek, po który kiedyś sięgałam dość rzadko. Bałam się… bać! Uczucie strachu wydawało mi się czymś nieprzyjemnym i niepożądanym. Jednak z biegiem czasu moje upodobania czytelnicze zaczęły się zmieniać. Kryminały, thrillery czy horrory otworzyły przede mną świat zupełnie innych doznań. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że nadal boję się bać, ale też bardzo to lubię. Strach mnie przeraża i fascynuje jednocześnie. Podobnie jak twórczość Artura Urbanowicza. Jego książki są niczym klątwa, od której nie sposób się uwolnić. Mają w sobie coś takiego, co przyciąga czytelnika, jednocześnie mrożąc krew w żyłach. Od czasu wydania Gałęzistego minęło sporo czasu, a na wspomnienie tej historii wciąż przeszywa mnie dreszcz. Dziś premiera Inkuba, trzeciej powieści Artura Urbanowicza. Czas wrócić na Suwalszczyznę, która skrywa wiele mrocznych tajemnic.


W jednym z domów w Jodoziorach zostają odnalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Policjanci nie potrafią jednoznacznie określić okoliczności śmierci tych ludzi. Budynek, w którym leżą ciała, niespodziewanie ulega zawaleniu. Interesujący się wydarzeniami w wiosce młody dzielnicowy podejrzewa działanie sił nadprzyrodzonych. Nikt nie traktuje go poważnie. Do momentu, gdy wkrótce potem popełnia samobójstwo. W sprawę angażuje się policjant na wpół czeskiego pochodzenia Vytautas Cesnauskis. Badając sprawę śmierci młodszego kolegi po fachu, bohater rusza tropem jego zapisków. Okazuje się, że Jodoziory od dawna okryte są złą sławą. Ponoć w latach 70. mieszkała w niej… czarownica. Vitek coraz bardziej zagłębia się w mroczne tajemnice wioski. Pytanie tylko, dokąd zaprowadzi go to śledztwo i jakie będą jego skutki.


Autor już od pierwszych stron roztacza nad czytelnikiem niepowtarzalny klimat. Urbanowicz porusza się w charakterystycznej, ograniczonej przestrzeni. Kreuje świat literacki, którego ramy wyznaczają konkretne elementy. Mała miejscowość, lokalna społeczność, folklor suwalskiej wsi, miejscowe plotki i legendy, rodzinne i sąsiedzkie sekrety. Obyczaje i sposób życia mieszkańców Jodozior stanowi tło fabularne dla wydarzeń przedstawionych w książce. Podobnie jak urokliwość suwalskich terenów, zręcznie wykorzystana przez autora. Nie trudno jest zatopić się w tak pieczołowicie zbudowanym, intrygującym, pełnym odniesień do rzeczywistości świecie.
Akcja Inkuba toczy się dwutorowo. Dawnych i obecnych mieszkańców Jodozior dzieli kilkudziesięcioletnia przepaść, ale też wiele ich łączy. Więcej, niż można by początkowo przypuszczać. Fabularne przeskoki w czasie, choć mocno angażują uwagę czytelnika, nie nastręczają większych trudności. Przynajmniej ja nie czułam się ani przez chwilę zagubiona. Oba wątki, ułożone naprzemiennie, uzupełniają się wzajemnie i tworzą spójną, logiczną całość. Podział fabuły na dwie przestrzenie czasowe nadaje historii wyjątkowego charakteru. Nie ukrywam, że dużo bardziej wciągnęły mnie wydarzenia z lat 70. Silniej działały na moją wyobraźnię. Odniosłam wrażenie, że autor poświęcił więcej czasu na dopracowanie tego wątku. Choć mogę się oczywiście mylić.
Nastrój zagrożenia. Nastrój oczekiwania. Pytanie brzmiało, czy na lepsze, czy gorsze? Albo najgorsze?
Czytelnikowi od samego początku towarzyszy niepokój, przeczucie czegoś nieuchronnego. Nawet jeśli ten lęk gdzieś na moment ulatuje, po chwili wraca ze zdwojoną siłą. Odbiorca nigdy nie jest pewien, co czeka go na kolejnych stronach, może jedynie snuć domysły. Autor umiejętnie stopniuje napięcie, żongluje emocjami czytelnika i niejednokrotnie wpuszcza go w maliny. Ta historia pobudza wszystkie zmysły i wzmaga czujność, pozostawiając odbiorcę w ciągłym skupieniu. Wierzcie mi, to naprawdę porywająca, wręcz magnetyzująca książka! 
Powieść nabiera życia dzięki bohaterom. Galeria postaci prezentuje się na wysokim poziomie i nie mam tutaj autorowi nic do zarzucenia. To zrozumiałe, że najwięcej uwagi Urbanowicz poświęcił Vitkowi – bohaterowi z dobrze nakreślonymi motywacjami i ciekawie poprowadzoną osobowością, ale w książce znaleźć można również wiele odpowiednio skrojonych postaci drugoplanowych. Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie z przeszłości – wypadają bardzo wiarygodnie, jakby żywcem wyjęci z tamtych czasów.
Bogaty, a zarazem przystępny, podszyty odpowiednią rytmiką język autora oraz wartka akcja sprawiają, że powieść czyta się przyjemnie i niezwykle szybko. Odpowiednie tempo historii pozwala delektować się tajemniczą, pełną niepokoju i mroku atmosferą. Przez tę opowieść po prostu się płynie. Książka tak mnie wciągnęła, że te 728 stron niemal niepostrzeżenie przeleciało mi przez palce! 
Zastanawia mnie, co jeszcze kryje się w zakamarkach wyobraźni Artura Urbanowicza. Mam nadzieję, że znajdują się tam bogate złoża pomysłów, którymi pisarz prędzej czy później podzieli się z nami, czytelnikami. Obserwując poczynania autora śmiem stwierdzić, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tymczasem z czystym sumieniem polecam Inkuba, niesamowitą i hipnotyzującą mieszankę horroru i kryminału, która z pewnością nie pozwoli wam zmrużyć oka.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Inkub
  • Autor: Artur Urbanowicz
  • Wydawnictwo: Vesper
  • Rok wydania: 2019
  • Liczba stron: 728
Za możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję Arturowi Urbanowiczowi oraz Wydawnictwu Vesper.

Czytaj Dalej