książki

Kilka książek, które polecam na zimowe wieczory

Przez na 3 grudnia 2015
Zimowe wieczory wcale nie muszą być nudne i ponure. Przekonałam się o tym już nie raz! W przeciągu paru chwil mogę przenieść się z mroźnego, wietrznego i mało ekscytującego mnie świata w zupełnie inne miejsce. Mogę wybrać się na poszukiwania tajemniczego skarbu, ruszyć w pościg za mordercą, lub, jeśli wolę, poznać historię dwojga ludzi, których losy odmieniają się przez zupełnie przypadkowe spotkanie. Nowy, nieznany świat zawsze stoi dla mnie otworem – wystarczy, że po niego sięgnę. Wystarczy otworzyć… książkę!

książki na zimę

Książki pochłaniam przez cały rok, niezależnie od pory roku, ale jesień i zima to szczególny okres. Pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu, a za to wzmaga u mnie apetyt na dobrą lekturę. Zaopatruję się więc w okolicznych księgarniach i bibliotekach, a potem zamykam się w swoim książkowym świecie, Dziś podzielę się z Wami tytułami, które ostatnio wpadły mi w ręce i nie żałuję, że tak się stało. Polubiłam je już od pierwszych stron i przyjemnie mi się je czytało.

 1. “Tornado” Sandra Brown
Ciekawa powieść z kategorii thrillerów/kryminałów. Przeplatają się w niej dwa wątki – romantyczny i sensacyjny. Napisana dość prostym językiem, ale za to bardzo wciągająca, od pierwszej do ostatniej strony. Książkę po prostu pochłonęłam! Główna bohaterka, Bellamy, mimo że trochę przerysowana i zbyt idealna, szczerze mówiąc nawet przypadła mi do gustu. Dobrze wykreowana jest również reszta postaci. Na szczególne wyróżnienie zasługuje zabawny staruszek Gall. Fabuła jest bardzo ciekawa – dotyczy tajemniczych okoliczności śmierci Susan, młodszej siostry Bellamy. Główna bohaterka musi stanąć twarzą w twarz  z przeszłością i rozwikłać zagadkę. Na drodze spotyka ją wiele trudności, w tym Dent, były chłopak Susan, który był pierwszym podejrzanym w sprawie o zabójstwo sprzed lat. “Tornado” to książka, od której trudno się oderwać, następuje w niej kilka zwrotów akcji, a samo zakończenie być może nie jest szokujące, ale prezentuje się całkiem nieźle na tle całości.

2. “Ja zabijam” Giorgio Faletti
Tym razem dosyć mroczny, ale moim zdaniem bardzo udany thriller psychologiczny. Książka liczy ponad 600 stron i szkoda, że tylko tyle. Mamy tu do czynienia z seryjnym mordercą, który przed każdym zabójstwem telefonuje do stacji radiowej i wypowiada tytułowe słowa. Fabuła jest sprytnie zaplanowana, autor stopniuje rozwój akcji. Po nieco nudnawym początku nagle wpadamy w wir wydarzeń i dalsza część książki trzyma nas w ciągłym napięciu. Z każdą kolejną zbrodnią pojawia się coraz więcej znaków zapytania i nowe tropy, co niekoniecznie przybliża nas do rozwiązania zagadki. Autor naprawdę się postarał – świetnie skonstruowany kryminał, przerażająca i wciągająca fabuła, dobrze skonstruowany profil psychologiczny zabójcy. Na uwagę zasługuje również postać komisarza, który oprócz ścigania zabójcy, boryka się także z własnymi problemami. Kawał porządnej książki, jednym słowem.

3. “Julia” Anne Fortier
Czas na literaturę piękną. Nie sięgam po tego typu książki tak często, jak po kryminały. Jednak cieszę się, że ta powieść trafiła w moje ręce. Jest to krzyżówka thrilleru historycznego i romansu. Młoda Amerykanka Julia dowiaduje się, że jest krewną innej, średniowiecznej Julii, pierwowzoru bohaterki Szekspira. Na dodatek w Sienie czeka na nią tajemniczy spadek po matce – notatki, plik listów i egzemplarz “Romea i Julii”. Podczas wizyty we Włoszech dziewczyna rusza śladami rodzinnej historii, a kiedy staje w obliczu niebezpieczeństwa, pomaga jej siostra bliźniaczka oraz ktoś jeszcze… Romeo rzecz jasna! Powieść napisana jest prostym językiem, a fabuła jest właściwie dość przewidywalna. Jest to jednak zgrabna, wciągająca i zabawna historia, w którą wplecione są również wydarzenia z przeszłości. Momentami zaskakująca, momentami wzruszająca, a na pewno ma w sobie coś magicznego, przez co wciąga nas od pierwszej do ostatniej strony. Jeśli ktoś szuka czegoś lekkiego i przyjemnego, to polecam ten tytuł.

książki na zimowe wieczory

4. “Raj” Liza Marklund
Szwedzki kryminał, który wpadł w moje ręce w wydaniu kolekcjonerskim (Czarna Seria). Ponieważ “Millenium” Stiega Larssona podbiło moje serce, postanowiłam poznać innego skandynawskiego autora, a w tym wypadku – autorkę. Nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać, bo to pierwsza książka Lizy Marklund, z jaką miałam do czynienia. Dosyć szybko okazało się, że trafiłam pod dobry adres. “Raj” to druga część cyklu powieści o Annice Bengtzon, młodej dziennikarce sztokholmskiego tabloidu. To, że jest druga, w niczym nie przeszkadza, bo toczy się tu zupełnie nowa historia, a przeszłość głównej bohaterki odkrywają przed nami kolejne przeczytane strony. Fabuła jest ciekawa, bo dotyczy osobistych problemów głównej bohaterki oraz splotu wydarzeń, których dziewczyna staje się częścią. Według mnie autorka mogła odrobinę bardziej skupić się na głównym wątku, zamiast na komplikacjach życiowych Anniki. Choć z drugiej strony dają one możliwość lepszego poznania bohaterki i wpisują się w ponury klimat całej historii. Generalnie powieść jest bardzo dobrze napisana, przedstawiony w niej świat  jest opisany z niezwykłą starannością, a całość trzyma w napięciu do ostatnich stron. Zaskakuje również wątek miłosny, swoim dość osobliwym zakończeniem. Mnie autorka zaskoczyła niezwykłym realizmem. Osobom szukającym niebanalnych kryminałów z tłem społeczno-obyczajowym, bardzo polecam “Raj”!

5. “Millenium” Stieg Larsson
Tej trylogii chyba nie muszę reklamować… Jeśli ktoś jeszcze o niej nie słyszał, to gorąco zachęcam, by nie tracił czasu na zapoznawanie się z opisem, tylko zabrał się za czytanie! Po mistrzowsku napisany kryminał, którego główni bohaterowie to dziennikarz i wydawca Michael Blomkvist oraz Lisbeth Salander – młoda, intrygująca researcherka o silnie zarysowanej osobowości, doświadczona przez życie. O geniuszu autora świadczy świetnie zaplanowana fabuła, starannie wykreowane postaci i unikalny klimat całej trylogii. Przerażająca, mroczna i niezwykle wciągająca historia, z którą warto się zapoznać. Trylogia Larssona znajduje się na końcu tej listy tylko dlatego, że czytałam ją dużo wcześniej (i to kilka razy). Jednak nie mogłam o niej nie wspomnieć przy okazji tego wpisu!

A jakie są Wasze propozycje na zimowe wieczory? Jakie książki, które wpadły Wam ostatnio w ręce, możecie śmiało polecić? Podzielcie się koniecznie w komentarzach.

Czytaj Dalej

Non classé

Tyję, więc jestem… O tym, jak to jest być szczupłą. I co, gdy się wreszcie uda przytyć.

Przez na 27 listopada 2015
być szczupłą
Jak daleko sięgam pamięcią, moje wizyty u rodziny i znajomych zawsze rozpoczynały się podobnie. Nie jesteś głodna? Może byś coś zjadła? Bardzo dziękuję, ale niedawno jadłam. Na pewno? Może jednak coś przekąsisz? Naprawdę dziękuję, nic już w siebie nie zmieszczę. Po tej kwestii czujne ślepia gospodarza wpatrują się we wszystkie partie mojego ciała poniżej głowy. Chwila niedowierzania, pobłażliwy uśmiech, pełne politowania spojrzenie. To chociaż kawałek ciasta ci ukroję! Cudownie! Uwielbiam sernik, więc mogę sobie na niego trochę popatrzeć, czemu nie? To właśnie znaczy być szczupłym. Jesteś szczupła (według innych po prostu chuda), więc zawartość twojej lodówki na pewno można policzyć na palcach. Może masz problemy finansowe i musisz oszczędzać na wszystkim, nawet na jedzeniu. Albo nie ma ci kto gotować, więc wyglądasz jak wyglądasz. Czyli jak? Jestem po prostu bardziej wyrazista i nie kryję się pod niepotrzebnymi centymetrami w obwodzie. Prawda jest taka, że jem więcej niż mój mąż. Nigdy nie chodzę głodna, a moja lodówka i portfel mają się doskonale!
Wiele lat walczyłam ze swoją sylwetką. Jako że ze wzrostem nic już nie mogłam zrobić, poprzestałam na walce z moją wagą (oscylującą w granicach 52-54 kg). A także na walce z wagą łazienkową – nie raz jej się oberwało za to, że nie pokazuje ani grama więcej niż poprzednio. Obrałam sobie za cel – przytyć choćby nie wiem co. Jadłam regularne posiłki bogate w węglowodany – nikt nie nie musiał specjalnie zachęcać, bo od zawsze kocham kasze, makarony, pyzy, knedle i pierogi. W mojej diecie nie brakowało też nabiału, ryb i ukochanych roślin strączkowe (bób i fasolę wciągam jak głupia), Słodycze i fast foody przestały dla mnie istnieć. Piłam hektolitry wody, soki warzywne i owocowe, na gazowane napoje nawet nie patrząc. Po posiłkach leżakowałam, zastanawiając się przy tym, po ilu minutach nicnierobienia wyjdę z siebie i stanę obok. Robiłam wszystko, co mogłam… a 175 cm mojego ciała sobie żyło i nie tyło przez długi długi czas. Więc odpuściłam. A potem po prostu zaakceptowałam fakt, że jestem szczupła i przestałam się tym przejmować.
Dziś nadal mam 175 cm wzrostu i ważę 63 kg. W ciągu 1,5 roku przytyłam aż dychę! Zapytacie: jak, skoro przez tyle lat mi się to nie udało? Dobre pytanie! Też je sobie często zadaję. Może to wiek, a może fakt, że przestałam się tak bardzo przejmować tym, co jem i ile jem. To nie znaczy, że teraz odżywiam się niezdrowo! Po prostu nie liczę kalorii dostarczanych organizmowi w ciągu dnia. Choć nie żyję samymi słodyczami, to czasem po nie sięgam. Przeważają u mnie zdrowe posiłki, ale nieraz robimy sobie z mężem wypad na pizzę. Właściwie niewiele się zmieniły moje nawyki żywieniowe. Co ciekawsze, obecnie prowadzę bardziej aktywny tryb życia, niż dawniej. Dużo jeżdżę na rowerze i nie mniej spaceruję, a leżakowanie po posiłkach mam w głębokim poważaniu. Nie znoszę biernego odpoczynku i nie usiedzę bezczynnie w jednym miejscu dłużej niż 2 minuty (chyba, że jest to sala kinowa, albo poczekalnia w przychodni lekarskiej – wiadomo, trzeba pilnować kolejki). 
Nie mam pojęcia, jak udało mi się przytyć. Znam jednak odpowiedź na inne pytanie, które być może też was nurtuje. Czy to, że przytyłam, zmieniło coś w moim życiu? 
Oczywiście! Musiałam zrobić przegląd w szafie i większość spodni poszła się gwizdać. Na czym niewątpliwie skorzystała moja młodsza siostra. Za to niekoniecznie mój portfel (ale przecież w coś trzeba się ubrać). Musiałam też zaopatrzyć się w nowy strój kąpielowy i figi o rozmiar większe. Odrobinę urósł mi tyłek, mam większy obwód bioder, na moich pośladkach i udach pojawił się cellulit, a na dodatek brzuch postanowił pokazać, że istnieje. Dowiedziałam się również, że moje BMI o wartości 20,7 jest prawidłowe, a ja jestem typem gruszki, co oznacza, że dodatkowe kilogramy lubią moje biodra i pośladki najbardziej z całego ciała. I najważniejsza sprawaWizyta u rodziny lub znajomych tradycyjnie rozpoczyna się od propozycji wrzucenia czegoś na ząb, a kiedy odmawiam, to samo co zawsze przenikające spojrzenie lustruje mnie od stóp do głów i pojawia się dokładnie ten sam pobłażliwy uśmiech. Przecież przytyłam! 10 kilo! Ważę tyle, ile powinnam! Naprawdę? To co, może jednak skusisz się na pierogi, albo na kawałek ciasta?

Czytaj Dalej

Non classé

Jak przetrwać zimę kreatywnie!

Przez na 25 listopada 2015
jak przetrwać zimę kreatywnie

Znowu zima? Ja też nie jestem zachwycona. Droga do pracy i z pracy po ciemku, niskie temperatury, drętwiejące od mrozu ręce i przemoknięte buty – brrr… to nie dla mnie. Jak pewno dla większości z Was. Istnieje jednak mnóstwo sposobów, by te szare i zimne dni stały się choć odrobinę przyjemniejsze. Co najważniejsze, wiele z nich można wprowadzić w życie bez wychodzenia z domu. Zatem melancholię i znużenie odstawmy na bok, by już za kilka miesięcy pełne energii powitać wiosnę.

Krok pierwszy: zacznij od porządku wokół siebie. Dobrze ci to zrobi – i współdomownikom również. Sprzątanie to idealny sposób na nudę. Poza tym prócz zalegającej warstwy kurzu pozbędziesz się także niepotrzebnych szpargałów. Może się dość szybko okazać, że oto właśnie zyskałaś więcej miejsca na nowe książki, przybory kosmetyczne albo inne ciekawe przedmioty. Czy to nie brzmi kusząco?
Krok drugi: przewietrz szafy i pozbądź się ciuchów, które gnieździsz tam jedynie z sentymentu (lub, co gorsza, z braku czasu na regularne porządki). Ty ich już nie założysz, ale może komuś jeszcze się przydadzą? Oddaj je młodszej siostrze lub potrzebującym, wystaw na sprzedaż albo po prostu na śmietnik – pozwolisz, że pozostawię to już twojej inwencji twórczej.
Krok trzeci: zadbaj o siebie. Zima to idealny moment na zadbanie o swoje ciało, twarz, włosy i sylwetkę. Zamiast wlepiać wzrok w ekran telewizora, weź gorącą relaksującą kąpiel w pianie. Zrób maseczkę nawilżającą. Włosom zaaplikuj porządną dawkę olejów, aby były odżywione, gładkie i lśniące. Zaserwuj sobie domowe pedicure, by wiosną i latem piękne i zadbane stopy stały się przedmiotem podziwu i inspiracją dla innych. 
Krok czwarty: trochę ruchu nie zaszkodzi. Wprowadź do swojego życia sport. Zrób serię brzuszków, porozciągaj się. Jeśli w następnych dniach twoim towarzyszem będą zakwasy, to znak, że kolejne kilka miesięcy rozciągania jest w sam raz dla ciebie! Możesz wybrać się na basen – pływanie bardzo relaksuje. Nie czekaj do wiosny. Podstawa nienagannej sylwetki to regularne ćwiczenia, nie tylko w sezonie od kwietnia do października.
Krok piąty: brak dużego mrozu = czas na spacer! Zimą szczególnie doskwiera nam brak światła słonecznego. Dlatego warto wybrać się na przynajmniej trzydziestominutowy spacer w ciągu dnia (w ciągu dnia oznacza, że odpada późne popołudnie). Taki spacer podniesie poziom energii w twoim organizmie i sprawi, że nie udusisz się z braku tlenu w swoich czterech ścianach (albo w biurze czy innym miejscu pracy). 
Krok szósty: odpoczynek też jest ważny. To normalne, że możesz odczuwać zmęczenie. Warto zrobić sobie wówczas półgodzinną przerwę, aby organizm miał szansę się zregenerować. Możesz nawet pomyśleć o drzemce, jednak pamiętaj – nie powinna ona trwać dłużej niż 30 minut (sen dłuższy niż 30 minut zwykle przechodzi do fazy 3, z której trudniej się wybudzić, a dodatkowo możesz zakłócić swój naturalny rytm dnia). 
Krok siódmy: znajdź sobie hobby. Nauka języka obcego, kurs szydełkowania, rozpoczęcie przygody z malowaniem lub śledzenie ciekawego bloga to idealne zajęcie na zimowe popołudnia i wieczory. Może się okazać, że odnajdziesz prawdziwą życiową pasję, a jeśli nawet nie – czas szybciej Ci zleci na jej poszukiwaniu, niż na bezmyślnym patrzeniu się w monitor (albo sufit).
Krok ósmy: a może by tak zaoszczędzić trochę grosza? Drobniaki z reszty w sklepie wrzucaj do skarbonki, zamiast do portfela. Przyjdzie wiosna i pojawią się nowe designerskie ciuchy na wystawach, a ty dumnie wkroczysz do sklepu i co lepsze kąski będą twoje!
Krok dziewiąty: otaczaj się kolorami. Zima jest szara, bura i ponura, ale to wcale nie oznacza, że masz się do niej upodabniać. Nie rezygnuj z kolorowych ciuchów – zamiast czarnej zimowej kurtki wybierz np. zieloną, wykop z szafy kolorowe swetry, czapki, szaliki i rękawiczki. A w domu stwórz sobie przytulny i barwny anty-zimowy kącik.
Krok dziesiąty: umów się z przyjaciółmi na gorącą czekoladę albo do kina. Pogadaj ze znajomymi mieszkającymi daleko przez facebooka lub przez telefon. Szkoda czasu na samotność, a poza tym nic tak nie poprawia nastroju jak kontakt z drugim człowiekiem, który cię zna i rozumie.
Krok jedenasty: szukaj własnych dróg, bo nie zawsze sprawdzają się utarte szlaki. Najważniejsze to nie poddawać się i nie popadać w przygnębienie. Zima trwa tylko kilka miesięcy, a potem już będzie z górki!
Jak Wy sobie radzicie zimą? Czy macie własne pomysły na przetrwanie tych mroźnych dni? A może lubicie tę porę roku i z niecierpliwością jej wyczekujecie? Koniecznie podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach!

Czytaj Dalej

Non classé

Oleje: skóra mieszana, tłusta i trądzikowa

Przez na 22 listopada 2015
oleje skórka mieszana tłusta trądzikowa

Witajcie! Jakiś czas temu umieściłam na blogu podstawowe informacje dotyczące olejów. Można je zobaczyć TUTAJ. Dzisiaj zajmiemy się olejami, które idealnie sprawdzą się przy cerze mieszanej,
tłustej i trądzikowej.  

Przy wyborze olejów do tego typu cery należy brać pod uwagę potencjał komedogenny. Najmniejszy potencjał mają oleje o wysokiej zawartości kwasów: linolowego (LA), alfa-linolenowego (ALA) i gamma-linolenowego (GLA). Tego typu oleje to właśnie oleje schnące, które szybko się wchłaniają i nie pozostawiają na skórze tłustej warstwy, jednocześnie nie powodując powstawania zaskórników. Ważna sprawa: uważajmy na oleje, które w składzie mają witaminę E (Tocopherol), ponieważ ma ona działanie komedogenne. Zobaczmy zatem, które oleje warto brać pod uwagę.

   

 Olej Tamanu – otrzymywany z owoców drzewa Tamanu. Ma charakterystyczny zielony kolor i tłuszczowy, lekko trawiasty zapach. Wykazuje działanie gojące, przeciwzapalne, pobudzające regenerację tkanek. Cechuje go także duża aktywność przeciwbakteryjna, przeciwgrzybicza i przeciwwirusowa. Regeneruje i uelastycznia skórę, zapobiega powstawaniu zaskórników. Polecany do cery tłustej, mieszanej i trądzikowej, a także przy łojotoku, egzemie, łuszczycy i trądziku różowatym.

 Olej Jojoba – otrzymywany z nasion amerykańskiej rośliny stepowej. Bezzapachowy, nie jełczeje, nie jest tłusty ani lepki. Charakteryzuje się wysoką zgodnością biologiczną z ludzką skórą, przez co szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Reguluje wydzielanie sebum do poziomu optymalnego dla każdego rodzaju skóry. Nawilża, odżywia i zmiękcza skórę. Łagodzi stany zapalne. Polecany dla cery tłustej, trądzikowej oraz dla suchej i normalnej.
 Olej lniany – pozyskiwany z nasion lnu olej o żółtawym zabarwieniu i intensywnym cierpkim zapachu. Zawiera kwas alfa-linolenowy (58%) i linolowy (15%) oraz witaminę E. Idealny dla cery tłustej, skłonnej do zapaleń. Wykazuje działanie regenerujące, przyspiesza gojenie, hamuje zapalenia skóry. Zapobiega powstawaniu zaskórników.
 Olej arganowy – olej o słomkowym kolorze i orzechowym zapachu. Szybko się wchłania i nie zapycha. Zawiera kwas linolowy (37%), witaminę E i antyoksydanty. Nawilża, uelastycznia, wygładza i odżywia skórę. Opóźnia procesy jej starzenia się i działa przeciwzmarszczkowo. Zawiera sterole, dzięki czemu działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie. Łagodzi objawy trądziku, uspokaja podrażnioną skórę, redukuje blizny potrądzikowe. 
 Olej z ogórecznika lekarskiego – barwy jasno żółtej o słodkawym zapachu. Zawiera m.in. kwas linolowy (38%), gamma-linolenowy (23%), kwasy organiczne (jabłkowy, askorbinowy, cytrynowy), flawonoidy, sole mineralne, witaminę C. Szybko się wchłania, nie zapycha. Doskonale nawilża, odżywia i regeneruje. Wskazany dla cery wrażliwej, atopowej oraz trądzikowej i ze stanami zapalnymi. Reguluje pracę gruczołów łojowych, oczyszcza pory, delikatnie złuszcza naskórek.
Olej z krokosza barwierskiego – o mocno żółtej barwie, dość szybko się wchłania, nie podrażnia skóry i nie pozostawia tłustej warstwy. Zawiera kwas linolowy (16%), oleinowy (70%), palmitynowy (6%), stearynowy (2%) linolenowy (0,5%), arachidowy (0,5%), jest bogaty w witaminy E i A. Szczególnie polecany dla cery tłustej z trądzikiem, mieszanej i skłonnej do stanów zapalnych. Chroni przed promieniami UV.
 Olej z dzikiej róży – wytłaczany z nasion dzikiej róży, szybko się wchłania. Polecany dla cery suchej, dojrzałej, wrażliwej, ale też wspomaga leczenie trądziku. Wygładza zmarszczki i małe blizny, łagodzi podrażnienia, ma działanie przeciwzapalne, ochronne i regenerujące dzięki wysokiej zawartości kwasu linolowego (41%) i alfa-linolenowego (39%) oraz witamin A i E. 
 Olej z pestek malin – lekki olej, bardzo szybko się wchłania. Bogaty w witaminę E i A, kwasy ALA i LA. Ma działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Podnosi odporność na zakażenia, przyspiesza gojenie, działa przeciwzaskórnikowo, reguluje pracę gruczołów łojowych. Redukuje zmarszczki, zwiększa elastyczność i jędrność skóry. Posiada naturalny, wysoki filtr przeciwsłoneczny (dzięki obecności kwasu elagowego).
 Olej z pestek truskawki – bardzo aromatyczny olej, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Zawiera kwasy linolowy, alfa-linolenowy i kwas elagowy. Jest źródłem antyoksydantów. Działa nawilżająco, odżywczo, ochronnie i lekko ściągająco. Ponadto wykazuje działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe, wzmacnia odporność, reguluje wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zaskórników. Chroni przed promieniami UV.
 Olej z wiesiołka – jest źródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, zawiera m.in. kwas linolowy (78%) i gamma-linolenowy (10%), a także polifenole i glikolipidy. Reguluje wilgotność i pracę gruczołów łojowych, regeneruje, łagodzi podrażnienia, odżywia i uelastycznia skórę. Idealny zarówno dla cery suchej, wrażliwej, dojrzałej, jak i dla cery tłustej, skłonnej do zanieczyszczeń.
 Olej z pachnotki – zawiera dużo kwasu alfa-linolenowego i kwasu linolowego, a także sporo innych kwasów i substancji odżywczych. Działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo i przeciwalergicznie. Hamuje rozwój trądziku młodzieńczego (wywołanego bakteriami Propionibacterium acnes). Podnosi odporność na zakażenia, przyspiesza gojenie, działa przeciwzaskórnikowo, reguluje pracę gruczołów łojowych. Łagodzi podrażnioną i swędzącą skórę.
 Olej z pestek winogron – jasnozielony, szybko wchłanialny olej, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe i antyutleniacze. Ma właściwości nawilżające, odżywcze, łagodzące, przeciwzapalne. Wzmacnia barierę ochronną skóry, zapobiega utracie wody. Ma również działanie tonizujące i przeciwzaskórnikowe, jest więc idealny dla cery tłustej, mieszanej i zanieczyszczonej. Reguluje pracę gruczołów łojowych, a także zapobiega pękaniu naczynek.
 Olej konopny – otrzymywany z nasion konopii siewnej. Zawiera m.in. kwas linolowy (54%), alfa-linolenowy (17%) i gamma-linolenowy (4%), minerały i witaminy. Polecany dla cery tłustej z trądzikiem, przy zapaleniach skórnych. Dobrze się rozprowadza i dość szybko się wchłania. Wzmacnia odporność skóry, odżywia. Nie wywołuje alergii.  
 Olej z pestek kiwi – olej o jasnożółtym kolorze i słabym zapachu, jest unikalny i uważany za jeden z najdroższych olejów. Zawiera wyjątkowo wysoką ilość kwasu alfa-linolenowego (ALA), bo powyżej 60%. Jest bogaty w witaminę E i antyoksydacyjne polifenole. Chroni przed działaniem wolnych rodników. Posiada silne właściwości przeciwzapalne i gojące. Działa lekko rozjaśniająco, poprawia barierę lipidową naskórka, nawilża i uelastycznia skórę. 
 Olej z czarnuszki siewnej – olej o ziołowym zapachu, zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, m.in. kwas linolowy i alfa-linolenowy. Bogaty w witaminę E oraz nigelon – związek czynny o właściwościach przeciwalergicznych. Polecany w leczeniu alergii, zapaleń skórnych, trądziku, grzybic. Hamuje rozwój zapaleń, wzmacnia odporność.
Inne oleje dla cery tłustej, mieszanej i trądzikowej:
– olej słonecznikowy
– olej kukurydziany
– olej z orzecha włoskiego
– olej z pestek czarnej porzeczki
– olej z pestek arbuza
– olej czaulmugrowy
– olej z ostropestu plamistego
– olej z kiełków pszenicy
– oraz olej rycynowy, o którym napiszę wkrótce.
Które z olejów sprawdzają się u Was? Macie jakieś ulubione? Mieszacie czy używacie ich samodzielnie? Koniecznie podzielcie się w komentarzach!

Czytaj Dalej

Non classé

Oleje: informacje dla początkujących

Przez na 4 listopada 2015
oleje roślinne

Jednym z najważniejszych warunków zachowania dobrej kondycji skóry jest zapewnienie jej odpowiedniego nawilżenia. Oleje roślinne idealnie się do tego nadają, ponieważ są:

  • lepiej tolerowane przez skórę niż związki syntetyczne
  • bezpieczne i przyjazne dla skóry
  • efektywne w działaniu
Oleje pozwalają odpowiednio nawilżyć, odżywić i odmłodzić skórę. Musimy jednak pamiętać, że wszystko zależy od tolerancji naszej skóry. Trzeba zatem odpowiednio dobrać oleje do swojego typu cery, aby nie porobiły bałaganu na naszej twarzy. I oczywiście należy bacznie obserwować skórę. Jeśli widzimy, że potrzebne jest dodatkowe nawilżenie, sięgamy po oleje. Jeśli skóra wygląda dobrze i po umyciu jest nawilżona, można je sobie odpuścić. Wszystko z umiarem – nadmierne olejowanie może przyczynić się do powstawania zaskórników lub stanów zapalnych. Jeśli skóra po zastosowaniu olejów będzie podrażniona, zaczerwieniona lub pojawią się zaskórniki, przerwijmy olejową kurację i przeanalizujmy, czy nie przesadziliśmy, czy na pewno wybraliśmy odpowiedni olej. Być może trzeba wybrać inny, albo całkiem zrezygnować z olejów.
Oleje możemy stosować na wiele sposobów: bezpośrednio na skórę, mieszać je ze sobą, dodawać do kremów, serum, czy maseczek. Popularną ostatnio metodą jest OCM, czyli olejowe oczyszczanie skóry, o którym napiszę wkrótce. 
W sklepach możemy spotkać całe mnóstwo olejów roślinnych, ale nie zawsze wiadomo, jakie mają zastosowanie i które z nich będą odpowiednie dla naszej skóry. Tematem dzisiejszego postu będzie charakterystyka olejów roślinnych. To wprowadzenie pozwoli Wam na zdobycie podstawowej wiedzy na temat olejów i ukaże pozytywy ich stosowania.

Czym to się je?
Dla osoby początkującej, która z olejem miała do tej pory do czynienia jedynie w kuchni, ilość informacji może być nieco przytłaczająca. Jednak nie warto się zniechęcać! Kiedy już przebrniesz przez podstawowe informacje, dalej pójdzie gładko! Wystarczy, że zapoznasz się z olejami zalecanymi do twojego typu cery i rozpoczniesz własną tłustą przygodę!
Oleje charakteryzują się dużą zawartością nienasyconych kwasów tłuszczowych, które są zdrowe, odżywcze i pozytywnie wpływają m.in. na stan skóry i układ krwionośny. Jakość, wartość biologiczna i przeznaczenie każdego oleju zależy właśnie od tego, jakie kwasy tłuszczowe w nim występują.

3 typy olejów roślinnych

W zależności od dominującego kwasu tłuszczowego, występują trzy typy olejów:
    • oleinowe – składają się w większości z trójglicerydów zawierających reszty kwasu oleinowego. Najpopularniejsze oleje tego typu: migdałowy, arachidowy, z orzechów laskowych, z orzechów makadamii, z avocado, z pestek brzoskwini, z pestek moreli, ryżowy, oliwa z oliwek. Ponieważ są one trudne w emulgowaniu, często mieszane są z olejami mineralnymi. Stosowane są w leczeniu ran, zabiegach natłuszczania skóry oraz do produkcji olejków do kąpieli, kremów, emulsji.
      • linolowe – składają się w większości z trójglicerydów bogatych w reszty kwasu linolowego. Najpopularniejsze oleje tego typu: słonecznikowy, sojowy, sezamowy, kukurydziany, z pestek winogron, arganowy, z orzecha włoskiego, z kiełków pszenicy, z krokosza barwierskiego. Oleje typu linolowego wykazują właściwości przeciwzapalne i wspomagają leczenie trądziku.
        • linolenowe – są źródłem trójglicerydów bogatych w reszty kwasu linolenowego oraz gamma-linolenowego. Najpopularniejsze oleje tego typu: lniany, z ogórecznika, z wiesiołka, z dzikiej róży, z pestek czarnej porzeczki, z nasion żmijowca. Oleje linolenowe uczestniczą w odbudowie spoiwa lipidowego warstwy rogowej. Są stosowane do wszelkiego typu emulsji, lipokremów, sztyftów oraz do licznych dodatków spożywczych przeznaczonych do leczenia suchości skóry.

        Oleje schnące, półschnące i nieschnące
          Oleje roślinne pod względem przenikania przez warstwę rogową naskórka dzielą się na schnące, półschnące i nieschnące. Im więcej dany olej zawiera kwasów tłuszczowych wielonienasyconych, tym szybciej “wysycha” na powietrzu, a jego konsystencja jest lżejsza i mniej tłusta.
          Oleje schnące zawierają najmniej komedogennych (powodujących zaskórniki) kwasów tłuszczowych, dzięki czemu idealnie nadają się dla cery tłustej i mieszanej. Ich konsystencja jest lekka, nie są zbyt lepkie ani tłuste, a po aplikacji szybko się wchłaniają. Zawartość kwasów wielonienasyconych to 50% i więcej.
          Trwałość: 3 – 4 miesiące

          Oleje półschnące są przeznaczone dla cery mieszanej, normalnej, suchej i dojrzałej. Są gęstsze niż oleje schnące, ale nie bardzo ciężkie. Dobrze się wchłaniają i nie pozostawiają na skórze tłustej warstwy. Zawartość kwasów wielonienasyconych waha się między 20% a 49%.

          Trwałość: 4 – 6 miesięcy

          Oleje nieschnące są gęstsze, bardzo dobrze nawilżają i natłuszczają, dlatego są idealnym rozwiązaniem dla cery suchej i dojrzałej. Nie powinny być stosowane przy cerze tłustej i mieszanej, ponieważ mogą “zapychać” skórę, pozostawiać tłustą warstwę i powodować powstawanie zaskórników. Zawartość kwasów wielonienasyconych to 19% lub mniej.

          Trwałość: 6 – 8 miesięcy

          Sporo informacji, prawda? Jeśli udało Wam się przez to przebrnąć, powinniście mieć opanowane podstawy dotyczące olejów. Jeśli macie cerę mieszaną i tłustą, przeczytajcie wpis o olejach dla tego typu skóry.

          Czy macie doświadczenie z olejami? A może dopiero zbieracie informacje, by rozpocząć swoją własną olejową przygodę? Zapraszam do zamieszczania swoich opinii w komentarzach!

          Czytaj Dalej

          Non classé

          5 sposobów na spierzchnięte usta

          Przez na 27 października 2015

          spierzchnięte usta

          Wiatr i mróz nie są sprzymierzeńcami dobrej kondycji naszych ust. Wysuszają wargi i sprawiają, że ich skóra pęka. Przedstawiam 5 sposobów, dzięki którym zregenerujemy popękane i przesuszone wargi, a także zapobiegniemy ich pierzchnięciu w przyszłości:

          • aby zmiękczyć popękane wargi, nałóż na nie grubą warstwę miodu lub wysokoprocentowej śmietany
          • aby wygładzić przesuszone usta, potrzymaj kilka minut pomiędzy wargami plasterek sparzonej pomarańczy
          • podobny efekt osiągniesz, gdy zamiast plasterka pomarańczy użyjesz płatka kosmetycznego nasączonego zimną wodą mineralną
          • codziennie wcieraj w wargi oliwę, olej kokosowy lub masło shea – natłuszczanie ust przyspiesza regenerację błony śluzowej, która je pokrywa i zapobiega nawrotom
          • do usunięcia ze spierzchniętych ust zrogowaciałego naskórka przygotuj peeling do ust z łyżeczki cukru, łyżeczki miodu i odrobiny oliwy z oliwek – stosuj raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu 

          Aby zapobiec pękaniu i pierzchnięciu ust w przyszłości, wyeliminuj przyczyny! Nie oblizuj ust na wietrze, ogranicz spożywanie słonych i pikantnych potraw, stosuj kosmetyki do ust, które nie zawierają alkoholu, dbaj o odpowiednie nawodnienie organizmu, wcinaj produkty spożywcze bogate w witaminy A, E i B. Nigdy nie obgryzaj spierzchniętych warg, by usunąć martwy naskórek – do tego celu jest właśnie peeling. Warto też zaopatrzyć się w opakowanie witamin z grupy B, gdyż pierzchnięcie ust (jak i również pojawianie się zajadów) może być spowodowane jej niedoborem.

          Czytaj Dalej

          Non classé

          Słodki sposób na przesuszoną skórę

          Przez na 25 października 2015
          słodki sposób na suchą skórę

          Jeśli pragniesz szybko i skutecznie nawilżyć, odżywić i uelastycznić skórę, przygotuj sobie kąpiel z miodem. Miód pomaga utrzymać właściwą wilgotność skóry. Zawiera witaminę A, która odpowiada za wytwarzanie kolagenu. To dzięki niemu skóra jest elastyczna i jędrna. Do przygotowania kąpieli wystarczą 2 łyżki miodu na pół wanny wody. Po 15-20 minutach należy dokładnie opłukać ciało.
          Jeśli skóra na twoich łokciach, ramionach i kolanach jest przesuszona, chropowata lub szorstka, łyżkę miodu wymieszaj z odrobiną białego sera i 3 łyżeczkami soku z pomarańczy. Tak przygotowaną maseczkę nałóż na suche miejsca. Po 15 minutach zmyj ciepłą wodą.

          Czytaj Dalej